Aż trzy mecze rozegraliśmy w weekend. Dwa w Lidze Mini Koszykówki rocznika 2007 r. i jeden w młodziczce młodszej. Dla czwartaków był to debiut na parkietach i spodziewaliśmy się,  że Leszno i Poznań będą poza zasięgiem. Wyszliśmy na boisko bardzo bojaźliwie i nasze rywalki to bezwzględnie wykorzystały. Przewaga była bezdyskusyjna w każdym elemencie gry. Zawodniczki miały okazje zobaczyć, że można biegać szybciej, skakać wyżej, podawać dokładniej i rzucać więcej.  Byle nauka nie poszła w las ….

Więcej smutku na twarzy trenera wywołała postawa naszych młodziczek. Braki kadrowe nie mogą tłumaczyć porażki bez walki, a tak niestety się stało. Graliśmy na wstecznym i przyglądaliśmy się poczynaniom Poznaniarek, które „poczuły krew” i wykorzystały nasze słabości.  Parafrazując powiedzenie „ksiądz swoje – organista swoje” u nas było „trener swoje – zawodniczki swoje”. Przewaga fizyczna rywalek uwidoczniła się najbardziej co przełożyło się na dziesiątki strat. Generalnie nie powinniśmy zgadzać się na mecz  w takim składzie, bo takie porażki zabierają wiarę we własne możliwości. Skutki będziemy odczuwać w drugiej rundzie gdzie spotkamy się z Kórnikiem, Swarzędzem i Ostrowem.

Nieco radości przywróciła na twarzach zawodniczek wizyta na lodowisku w Obornikach.